JAK ROZPOZNAĆ SFAŁSZOWANY DOKUMENT I CZY KAŻDY TŁUMACZ JEST W STANIE TO ZROBIĆ

W swojej praktyce bardzo rzadko, ale jednak zdarzają mi się sytuacje, gdy ktoś próbuje zlecić mi do tłumaczenia sfałszowany dokument. Właśnie dlatego zawsze proszę o wcześniejsze przesłanie zdjęcia lub skanu przed rozpoczęciem pracy.

Tak, tłumacz przysięgły to nie laboratorium kryminalistyczne. Fałszywego zaświadczenia „z banku” lub „od pracodawcy”, sporządzonego na zwykłej kartce A4, bez znaków wodnych, z jakąś niebieską czy czerwoną pieczęcią, często nie da się odróżnić od oryginału. Po prostu dlatego, że tłumacz nierzadko w ogóle nie wie, jak powinien wyglądać autentyczny dokument wystawiony przez prawdziwy, a nie fikcyjny bank lub pracodawcę.

Jednak mając za sobą ponad pięć lat aktywnej, codziennej praktyki zawodowej oraz przeszło 23 000 opracowanych dokumentów, często już na podstawie samego zdjęcia lub skanu jestem w stanie stwierdzić, którego dokumentu nie podejmę się tłumaczyć za żadne pieniądze.

Na przykład prawo jazdy wydane na Białorusi oraz zaświadczenie o jego ważności. Jeżeli widzisz białoruskie prawo jazdy po raz pierwszy, na pierwszy rzut oka wygląda ono całkowicie wiarygodnie. Obecne są nawet elementy holograficzne. A co, jeśli masz doświadczenie i tzw. „opatrzenie”?

Wtedy zaczynasz dostrzegać szczegóły: jakość druku, rozmieszczenie zabezpieczeń, powtarzalność wzorów, numerację, czcionki, układ danych. I często już po samym zdjęciu lub skanie widać, że coś się nie zgadza. Dla osoby bez praktyki to „normalna karta plastikowa z hologramem”. Dla doświadczonego tłumacza – szereg sygnałów ostrzegawczych, które pozwalają od razu stwierdzić, że z takim dokumentem lepiej w ogóle nie pracować.

Natomiast zaświadczenie o ważności prawa jazdy w zasadzie nie wymaga żadnego komentarza. Jest „znakomite” samo w sobie — mamy tu i policję zamiast milicji, i serię prawa jazdy niezgodną z numerem widniejącym na pokazanym wcześniej fałszywym dokumencie, a także „Магістарскі аддзел”, oraz „МАСГАРВЫКАНКАМА Г. МІНСКА” na pieczęci. Wystarczy po prostu porównać je z oryginałem. U góry — podróbka, poniżej — oryginał z mniej więcej tej samej daty.


Bardzo dobrze, że „producenci” takich dokumentów oraz ich klienci są od czasu do czasu wyłapywani i trafiają tam, gdzie ich miejsce.